Wawelski
Dzwon
Na ogół sprawdza się maksyma, że cudze
chwalicie, a swego nie znacie. Nie brakuje nam reportaży o cudownych miejscach
mocy z dalekich krajów, ale o tym, co mamy pod nosem - nie wiemy. Trwają
dyskusje, czy czakram wawelski istnieje, czy nie. Na 'nie' wypowiadają się ci,
dla których bioenergia oficjalnie nie istnieje, mimo, że istnieje i sami z niej
korzystają. Potrzebują tzw. namacalnych dowodów - ale skoro są 'nastawieni na
nie' - to po prostu nie odczują, dopóki nie zmienią swojego nastawienia. Są
skutecznie zablokowani na odbiór energii tak, jak wielu mieszkańców Krakowa. Do
zablokowanej osoby praktycznie nic nie dociera. Dlatego codziennie tabuny
turystów, odwiedzających wzgórze wawelskie, nastawionych jest jedynie na
historię, a nie na to, co samą obecnością mogą zyskać. Potężne argumenty
ezoteryków (osób uwrażliwionych na bioenergię), czy wyniki badań przy użyciu
przyrządów (nie wspominając już o odbiorach radiestezyjnych - dziedziny obok
bioterapii już dawno uznanej) nie przemawiają do wyobraźni ludzkiej. Decydujące
jest tu iście materialne nastawienie do życia. A każdy praktycznie może nauczyć
się widzenia aury i energii, tylko że wymaga to długotrwałych i mozolnych
ćwiczeń, praktyki.
Niezależnie od poglądów materialistów wzgórze wawelskie promieniuje potężną
energią. Każdy może odwiedzić wzgórze, wyciszyć się i odczuć to promieniowanie.
Oprócz licznych pasm energetycznych całe wzgórze wręcz promieniuje energią i ma
połączenie z wieloma miejscami mocy w okolicy. Wielokrotnie przechodziłem przez
'deszcz złotej energii' (złote pasmo) i to nie tylko na samym wzgórzu. Zapewne
patrzono na mnie, jak na 'nawiedzonego', gdy kilkakrotnie przechodziłem sobie
przez takie pasmo tam i powrotem odbierając całym sobą to, co daje nam natura.
Wzgórze wawelskie dysponuje jeszcze czymś, czego praktycznie nikt nie docenia.
Czymś, co nasi wielcy poprzednicy pozostawili potomnym i czego właściwie nikt
nie dostrzega. To dzwon Zygmunta. Dopiero wtedy, gdy zacznie bić zmienia się
energetyka wzgórza wawelskiego (nie raz to obserwowałem!). Niska fala dźwiękowa
dzwonu świetnie roznosi energię po okolicy. Na zdjęciu wychodziły mi różowe
kręgi energii rozchodzące się na wszystkie strony (moje oczy rejestrowały
różowo-fioletowe kręgi). Nie dziwiło mnie zachowanie rozgadanych turystów, czy
mieszkańców Krakowa przechodzących obojętnie pod bijącym dzwonem. Nie dziwiło
mnie używanie telefonów komórkowych przez turystów dla pochwalenia się znajomym,
że są przy bijącym Zygmuncie. Nikt, ale to nikt na świecie nie ma tak, jak
mieszkańcy Krakowa. Nie dość, że mamy czakram i potężne promieniowanie, to
jeszcze potężne fale dźwiękowe w czasie, gdy właśnie bije dzwon Zygmunta.. No bo
kto wie, że wystarczy stanąć niedaleko bijącego Zygmunta, wyciszyć się i poczuć
całym sobą energię przenikającą całe ciało wraz z falą dźwiękową? Kto wie, że
Kraków właśnie tym jest wyróżniony i nie ma drugiego takiego miejsca na świecie,
które dawałoby takie dobroczynne działanie? Sam na sobie doświadczyłem, jak
wielką moc przebicia mają fale dźwiękowe roznoszące energię. Widziałem, jak
radykalnie zmieniała się aura osób, które chyba nieświadomie przystanęły i
zaczerpnęły "świeżego powietrza'- tak dla zdrowia!
I jedynie można żałować, że dzwon Zygmunta bije tylko od 'święta'. Cóż, cudze
chwalicie, a swego nie znacie… i nie tylko nie znacie, ale nie potraficie tego
'swego' wykorzystać! Dla własnego zdrowia!
Tomasz Stefan Gregorczyk
Kraków, 15-06-2006.