Kamienne Kręgi -Węsiory Słońce wchodzi w znak Strzelca
23 listopada 1999 roku przypadło kolejne
przejście zodiaku, słonce wchodziło w
znak strzelca, postanowiłem, zatem wybrać się do Węsior na kolejne badania.
Pogoda była raczej niezachecajaca do wyjazdu, gdyż spadł pierwszy tej jesieni
śnieg i to bardzo obfity.
Postanowiłem wybrać się sam, mimo, że
chętnych do
wyjazdu by nie brakowało. Po prostu nie miałem sumienia katować ludzi w nieogrzanym samochodzie,
gdyż właśnie uległo poważnej
awarii ogrzewanie w moim samochodzie. Podczas pakowania się na wyjazd
nadjechał nieoczekiwanie Zenek i gdy tylko dowiedział się,
ze jadę w kręgi postanowił jechać ze mną. Przepakowałem przyrządy do Zenka samochodu i
wyruszyliśmy w kręgi. Droga była cieczka ze względu na obfite opady śniegu.
Słońce wchodziło w znak Strzelca o godz.19.25. musieliśmy się śpieszyć, żeby w
miarę zdążyć na moment przejścia zodiaku, a jednocześnie nie wylądować w
rowie lub na drzewie, bo Zenek nie wyposażył swojego samochodu w opony zimowe.
Spóźniliśmy się około 5 min., Zenek ruszył natychmiast w kręgi, ja natomiast
musiałem wypakować przyrządy i zabrać na miejsce pomiarów.
Zenek przez cała drogę tłumaczył mi, ze musimy się pośpieszyć, gdyż on musi
wrócić do Gdyni, z powodu ważnych spraw związanych z jego firma, zapewniałem go,
ze tylko wykonamy pomiary i wracamy, powrót określiliśmy na godz. 20.00.
Sceneria w kręgach była bajkowa, znaleźliśmy się w innym świecie i ta
przenikająca na wskroś cisza, cos niesamowitego.
Dotarliśmy do kręgu głównego, ja rozstawiłem przyrządy, a Zenek obserwował czy
dzieje się cos ciekawego wokół kręgów.
Aura w kręgach była cudowna, czuliśmy się wspaniale, radośnie, jakbyśmy byli w
zaprzyjaźnionym domu.
W związku z pośpiechem Zenka, piec minut przed 20.00. zacząłem zwijać przyrządy
pomiarowe, zrobiłem też kilka zdjęć w trakcie pomiarów jak i po pomiarach
energii.
Gdy ja zwijałem przyrządy Zenek zauważył jakieś błyski, następnie cos błysnęło z
kierunku Złotego Wzgórza, Zenek powiedział mi żebym spojrzał w tym kierunku i
powiedział, co widzę. Widziałem złotą kule przenikająca przez drzewa, mieniła
się jak by była z milionów drobnych złotych kuleczek, na tle bieli śniegu była
wyraźnie widoczna.
W pewnym momencie zauważyłem pojawiające się fantomy figur geometrycznych, były
to kwadraty, prostokąty, trójkąty, większe, mniejsze, pojawiały się i znikały,
najpierw bardzo blade ( lekki błękit na tle śnieżnej bieli) potem bardziej
wyraziste, czas pojawiania najpierw długi do coraz krótszego i znikania najpierw
krotki do coraz dłuższego. Zapytałem Zenka czy widzi to samo co ja, odpowiedz
Zenka brzmiała, jeżeli widzisz trójkąty, kwadraty, prostokąty, to widzimy to
samo.
Najpierw ten spektakl odbywał się poza kręgiem centralnym, od strony płn.
- zach., następnie przeniósł się do kręgu centralnego, a figury płaskie
zamieniły się w figury przestrzenne tj. walce cieńsze, grubsze, poziomo i
pionowo ułożone, ostrosłupy wyższe, niższe, sześciany z kwadratów i prostokątów.
Figury te otoczyły nas w kręgu centralnym,
były wyraźne jedne znikały, inne się pojawiały, odnieśliśmy wrażenie, że nas
obserwują, przyglądają się nam z wielka
ciekawością, my z taka sama ciekawością przyglądaliśmy się im. Nie odczuwaliśmy
strachu wręcz przeciwnie czuliśmy się swobodnie jak u siebie w domu, nie mam
pojęcia jak długo to trwało, bo zatraciliśmy zupełnie poczucie czasu, ze
zdziwieniem stwierdziliśmy, ze jest już 21:10. Zenek nawet nie zdenerwował się
tym faktem, choć mocno wcześniej podkreślał godz.21:00-sza jako ostateczna, ze musi
być w Gdyni w firmie.
Wróciliśmy do Gdyni o godz.22.35. wspaniale wypoczęci i odprężeni
Co oznaczały pojedyncze błyski, złota kula nad Złotym Wzgórzem i te figury
płaskie na początku, a na końcu przestrzenne???
Opracował -E.L.02-01-01