Moje przemyślenia o UFO
Sygnały dochodzące do mnie od innych
obserwatorów, jak również moje skromne obserwacje, skłoniły mnie do poważnego
zajęcia się tym tematem.
Muszę się przyznać, że w początkowej fazie mojego zainteresowania się Kamiennymi
Kręgami, gdy opowiadano mi pojawianiu się UFO w kręgach, sądziłem żer moi
rozmówcy bredzą, lub mają zwidy, po prostu nie wierzyłem w żadne UFO, ale tych
informacji napływało coraz więcej, ja również obserwowałem dziwne zjawiska,
które pokrywały się z opowieściami innych obserwatorów, postanowiłem, zatem
zająć się poważnie tym tematem.
Musiałem sobie uświadomić, że nie jesteśmy sami we wszechświecie, że muszą
istnieć inne formy życia na innych planetach, innych układach słonecznych,
innych galaktykach, musiałem, zatem sięgnąć po literaturę traktującą o tym
problemie, a jest jej sporo. Pierwszą i zasadniczą księgą była Biblia, którą
wcześniej wiele razy czytałem, a w której jest wiele dowodów o istotach
pozaziemskich. Przeczytałem też sporo literatury ufologicznej, doszedłem do
wniosku, że życie powstało w centralnym punkcie, a następnie falowo rozchodzi
się po wszechświecie tworząc formy życia w zależności od środowiska, przez które
przechodzi, jest to proces nieskończony, wiecznie będący w ruchu, ciągle
ewoluujący. W Biblii w księdze rodzaju jest opis stworzenia przez Boga
pierwszego człowieka Adama, [ ulepił go z gliny i tchnął życie w jego nozdrza],
czyż dzisiaj ludzkość nie czyni wysiłków żeby stać się Bogami dla innych
światów, eksperymenty genetyczne, loty na inne planety, budowa stacji
orbitalnej, czyż nie jesteśmy już na pasie startowym niecierpliwie oczekujący na
start w nieznane, gotowi siać życie we wszechświecie, a nasi Bogowie jak rodzice
przyglądają się naszemu samodzielnemu startowi w nową przyszłość rodzaju
ludzkiego.
Mam wielkie obawy, co zaniesiemy w kosmos. Czytając za młodu wiele przygodowych
książek, później oglądając filmy o zdobywcach nowych ziem, zawsze nowym podbojom
towarzyszyła przemoc, brak szacunku do tubylczej ludności, zło, choroby,
alkoholizm, dziką dominację nad tym, co zastaniemy. Dzisiaj oglądam filmy s/f. o
wyprawach w kosmos na inne planety, i co widzę ? tylko odmienne stroje
astronautów, inne pojazdy, ale mentalność ta sama co przed setkami lat, tylko
wojny o wpływy, o zagarnięcie jak najwięcej terenu, zamknięcie w rezerwatach
innych form życia, które zastaniemy na innych planetach, czy uszanujemy cudzą
własność ?, na kogo trafimy ?, na silniejszych od nas ?, czy na słabszych?.
Jeżeli na silniejszych to będziemy się wdzięczyć, jeżeli na słabszych to
zdeptamy, zniewolimy i jeszcze opowiemy im o jedynym Bogu Jezusie w imię
którego z cynizmem w oczach będziemy mówić o miłości, trzymając but niewoli na
karku słabszej formy życia, niemiłosiernie ją eksploatując. Czyż to nie
straszne? Myślę, że nie dojrzeliśmy jeszcze duchowo do tej roli, jaką nam niesie
postęp technologiczny.
Sądzę, że już dostaliśmy po nosie, ktoś nas wygonił z Księżyca i omijamy go
dziwnie z daleka, pogonili nas też z Marsa, a co dalej ? skąd nas jeszcze
pogonią? Rozwydrzonych, chuliganów TAM się nie toleruje. Musiałem podzielić się
tą refleksją, gdyż to co obserwuję przytłacza.
W kamiennych kręgach wiele razy bywałem wciągany w rozmowy o UFO, sceptycy
twierdzili, że nie ma czegoś takiego jak UFO, że na innych planetach nie ma
życia, zwolennicy gorąco zapewniali, że istnieje. Moje zdanie to, że ze 100%
pewnością istnieją inne formy życia na innych planetach. Nasz układ słoneczny
leży na obrzeżu jednej z ramion galaktyki zwanej Drogą Mleczną, z naszej planety
widzimy tylko maleńki fragment galaktyki, widzimy tylko słońca, natomiast nie
widzimy planet i krążących wokół tych planet księżyców (mówię tu o nieuzbrojonym
oku), obecnie pomaga w tym technika, olbrzymie teleskopy, krążący po orbicie
teleskop Huble`a, przekazujący cudowne zdjęcia z kosmosu.
W kamiennych kręgach wielokrotnie obserwowaliśmy ciekawe zjawiska, które
wprowadzały nas w zdumienie. Rok 1998. równonoc wiosenna 21 marzec godz. 21:10,
przyjechała spora grupa ludzi około 30 osób, jest pięknie rozgwieżdżone niebo,
obserwujemy dziwne wówczas dla nas zjawisko "zbitki gwiazd" to moja nazwa,
wyglądało to tak, że wszystkie gwiazdy znalazły się nad kręgami, aż było gęsto i
nie można było rozróżnić gwiazdozbiorów, po momencie równonocy, wszystkie
gwiazdy wróciły na swoje pozycje. Wystąpiło też jeszcze inne zjawisko, nasza
koleżanka Ewa zapragnęła mimo poważnego przeziębienia, pojechać z nami w kręgi,
odradzałem jej ten wyjazd, bałem się, że dopiero się rozchoruje na dobre.
Postanowiłem jej pomóc, otóż ustawiłem Ewę w kręgu strażnika w samym centrum,
sam stanąłem przy wewnętrznym pierścieniu kręgu i rozpocząłem oczyszczanie. Na
zewnątrz kręgu stały 4 osoby i przyglądały się co robię, ja cały czas miałem
kontakt wzrokowy z Ewą i widziałem też osoby będące na zewnątrz, natomiast
obserwatorzy zewnętrzni zaobserwowali ciekawe zjawisko zniknięcia Ewy, trwało to
tak długo dopóki nie kazałem Ewie wyjść z kręgu.
Dowiedziałem się o tym 2 dni
później, jak na spotkaniu omawialiśmy właśnie wieczór równonocy, i obserwatorzy
zewnętrzni mówili że przestraszyli się wówczas, chcieli uciekać ale nie mogli
się ruszyć.
Kolejnym zjawiskiem jakie odnotowali uczestnicy równonocy to zapach rozgrzanej
oliwy i pary, coś jak parowóz wjeżdżający na stację. W związku z tym, że
umówiliśmy się nad jeziorem wówczas na ognisko po momencie równonocy, co
bardziej niecierpliwi smakosze piwa i pieczonych kiełbasek, szybko pobiegli
rozpalać ognisko. Natomiast została jeszcze nas 6-cio osobowa grupka, dyskutując
o zaistniałych zjawiskach wolno idąc w kierunku jeziora, będąc na wysokości
kręgu strażnika, patrząc na gwiazdy zauważyliśmy ciekawe zjawisko, na
firmamencie nieba pojawiła się wyraźnie błyskając gwiazdka i szybkim ruchem
przeleciała łukiem od lewego horyzontu do prawego horyzontu, za moment
zabłyskała druga i też przeleciała po niebie wykonując ruch zębów piły, za
moment 3-cia przeleciała tak samo ruchem fali. Zafascynowało mnie to zjawisko,
nie dawało mi spokoju, ruch tych trzech gwiazdek przedstawiał się jak jeden
rysunek. Wyrysowałem ten wzór na kartce, poczułem od niego silne promieniowanie,
sprawdziłem WU było pozytywne o silnej wibracji.
Postanowiłem narysować wzór i dać kolegom radiestetom do zbadania, byli
zaskoczeni intensywnością promieniowania, gdy kazałem im narysować wzór i
sprawdzić czy promieniuje, okazało się, że nie działa, narysowany przezemnie
działał. Dwa i pół roku później zacząłem się posługiwać z dobrymi rezultatami
tym wzorem w leczeniu ludzi i używam tego nadal.
Tekst E.L.